Żaba, trzciniec, spinning: historia szczupakowych sztuczek z Mazur
1968: Janek z Giżycka gotował plastikowe żaby nad Mamrami

Początki w trzcinach
W płytkich zatokach Mamr i Niegocina, przy Giżycku i Węgorzewie, od lat 50. miejscowi łodziarze polerowali płaskodenne łódki między trzcinami i wyciągali szczupaka na ręcznie robione „żaby”. Ciała 5–7 cm z korka i końskiego włosia, haki #4/0, powolne „walk-the-dog” o skoku 10 cm. W czerwcu, po tarle, szczupak wychodził spod dywanów rzęsy na 0,5 m i atakował jak w transie.
Modyfikacje Węgorzewa i Giżycka
Proste triki: skrócić nogi do 5 cm, by uniknąć biernych lekkich brań; jedna noga krótsza o 1 cm — żaba idzie zygzakiem i wywołuje gwałtowne wrzenia. W 1980. wędkarze dorzucili do pustych brzuszków szklane grzechotki lub kulki BB — dźwięk przyciągał szczupaka z 20 m przez mętne 1‑metrowe łany roślin.
Spinning i kuchnia po połowie
Gdy na sklepowych półkach pojawiły się wędki spinningowe, technikę przeniesiono na otwarte pole. Prowadzenie z luzem żyłki, nagłe popychy szczytówką, przystanki 5 sekund — typowe w Niegocinie, gdzie z 2 m łąk wyskakiwały 80–90 cm sztuki do 6 kg. Po zmroku tradycja: kotlety ze szczupaka — filet zmielony z bułką tartą, jajkiem, koperkiem, szybko smażony na maśle; prosty sposób, by zassać smak Mazur na talerzu.
Polecamy: gumowa przynęta żaba