Mazurskie burbotowe noce
Mazurskie burbotowe noce: zanikające braterstwo lodu

Fenomen
W lutym, gdy lód pokrywa zatoki Śniardw i Mamr oraz zatopione zatoczki wokół Giżycka i Rucianego-Nidy, miętus (Lota lota) staje się celem nocnych załóg znanych lokalnie jako „burbotowe braterstwo”. Wędkarze wychodzą po zmroku z latarniami i specjalnymi zestawami na martwą przynętę, wykorzystując tzw. technikę nasłuchu: niskie światło i cisza pozwalają wyczuć ruch ryby w przeręblu albo usłyszeć charakterystyczne odgłosy podczas tarła.
Sprzęt i przetrwanie przynęty
Specjalistyczne zestawy mają krótkie żyłki i ciężarki przeznaczone do pracy pod lodem przy silnych nurtach. W temperaturach poniżej zera przynętę przechowuje się w solankowych beczkach lub zakopuje w śnieżnych piwniczkach na brzegu, by nie zamarzła i zachowała zapach. Wielopokoleniowe ekipy z okolic Mikołajek do dziś uczą młodszych, jak wiązać przypony i utrzymać kąty świetlne latarni, by nie spłoszyć miętusa.
Kultura i kulinarne spory
Pozostałości lokalnej obrzędowości obejmują zapomniane pieśni połowowe i sporne receptury na wątrobę miętusa — przysmak uważany tu za delikates, który jedni solą i smażą, inni wędzą lub podają w śmietanie. Ten nocny zwyczaj łączy praktykę połowu z kulinarną tożsamością Mazur i traci na sile wobec zmieniających się rytmów życia, przez co „burbotowe noce” stają się coraz rzadszym, lecz nadal fascynującym elementem polskiej tradycji wędkarskiej.