Mazurskie noce z żabą
Śniardwy (113,8 km²) i Mamry (104,4 km²) — mazurskie noce z żabą

Nazwa brzmi jak legenda, a lokalne skróty i żarty mówią o „przynęcie-żabie” przy ognisku. Giżyccy szczupakowcy mają własny rytuał: przygotowują ręcznie malowane gumy powierzchniowe i woblery, układają sprzęt nad zatoką i rozpalają ogień na brzegu.
Woblery i gumy trafiają najpierw na stolik pokryty zapachem oleju i dymu. Ręczne malowanie, szybkie poprawki lakierem, dobór kotwic i dobicie ciężarka — to praktyka, nie obrzęd święty; nazwa „żaba” bywa przenośnią dla topwaterowego wabienia szczupaka.
Ogniskowe menu i opowieści
Na patyku piecze się szczupaka lub kawałki sandacza, ziemniaki wkładane są w żar, obok leży chleb na desce i ogórek kiszony. Czarna herbata parzona w starym czajniku miesza się z zapachem dymu. Przy ogniu krążą opowieści o duchach jezior, o topielcach i o nocnych braniach, które kończyły się jednym rzutem w mrok.
Technika łowu: ciche prowadzenie przynęty przy trzcinach, krótkie energiczne szarpnięcia, pauza — wtedy często następuje uderzenie. Sesje trwają do późnej nocy, gdy woda milknie i słychać tylko trzepot skrzydeł błotniaków nad zatoką.
Na brzegu opowieść miesza się z kuchnią, a rozcięty filet świeżo upieczonego szczupaka trafia na chleb. Scena: łuna ogniska, wędka napięta i cisza między jedną a drugą opowieścią.
Polecamy: nóż do filetowania