Cisza lepsza niż przynęta? Mazurskie tabu gwizdania
Cisza lepsza niż przynęta? Mazurskie tabu gwizdania w łodzi

Skąd to się wzięło?
Na Śniardwach i pośród mazurskich zatoczek krąży prosty zakaz: nie gwizdać ani nie hałasować w łodzi. Starsi wędkarze z Mikołajek czy Rucianego-Ełku powtarzają, że szczupak i sandacz w płytkich trzcinach łatwo się płoszą, a każdy nagły dźwięk daje im czas na zniknięcie między łodygami. Zwyczaj ten przeniknął też do środowiska zawodniczego — cisza przed startem zawodów matchowych potrafi być niemal sakralna.
Czy to ma sens?
Nie jest to czysty przesąd. Ryby odbierają drgania wodą przez linię boczną, więc gwałtowne dźwięki i wstrząsy na powierzchni (stukanie, skakanie po burcie, włączanie silnika) rzeczywiście zaburzają ich zachowanie. Sam gwizd w powietrzu przenosi się słabo do wody, ale hałas to hałas — w rejonach przybrzeżnych Śniardw i w zatokach mazurskich cisza bywa kluczowa przy delikatnym łowieniu szczupaka wśród trzcin.
Praktyka mazurska
W praktyce doświadczeni mazurianie trzymają się reguły: cichy podchód, miękkie zarzuty i brak gwizdów. To nie magiczne zaklęcie, lecz pragmatyczna strategia — szczególnie gdy szukamy ryb żerujących przy trzcinach lub w ciepłe, spokojne wieczory. Jeśli chcesz poczuć smak mazurskiego sukcesu, zostaw gwizdek w kieszeni.