Sandacz po suwalsku
Sandacz po suwalsku: dym, piekarnik i noc nad jeziorami

Wieczorny połów na Wigrach i Hańczy
Gdy zapada zmrok nad Wigrami i Hańczą, łodzie suną wzdłuż dropów i zatok Suwalszczyzny. Wędkarze sięgają po jigheady 20–30 g, wykańczane twistery 12–15 cm lub żywe rybki, szukając sandacza na głębokościach 8–12 m. Sezon od maja do września przynosi najlepsze brania: sandacz 70–90 cm i 4–6 kg daje ostry, wieczorny hol na 2,7 m spinningach i plecionce 0,22 mm.
Wędzarnia w rybackiej chatce
Po powrocie na Czerwone Bagno lub do leśnej zatoki Hańczy zaczyna się rytuał: rybę patroszy się i filetuje na porcje ze skórą 2–3 cm. Filety osusza się i solą morską lub delikatnie z dodatkiem morszczynu z Bałtyku (1–2%), po czym cold-smokuje nad olchowym dymem w prowizorycznej dymarce przez około 2 godziny w 25–30°C, nawiązując do lokalnych opowieści o wigryjskich dymach.
Pieczenie i podanie po suwalsku
Rozgrzany piekarnik do 180°C, filety układa się na blaszce z 50 g masła klarowanego, posypuje lokalnymi ziołami: koprem z łąk Wigier, czosnkiem niedźwiedzim z lasów Hańczy i lebiodką z okolic Suwałk. Skrapia się sokiem z cytryny i piecze 12–15 minut do 65°C w środku. Po odpoczynku 5 minut podaje się z młodymi, ugotowanymi ziemniakami i twarogiem doprawionym kminkiem — prosty, ciepły obiad po wieczornym połowie.
W opowieściach Suwalszczyzny sandacz bywa nazywany "duchem jeziora"; tradycja nakazuje podzielić się pierwszym kęsem z wodą, zanim reszta trafi na stół.
Polecamy: masło klarowane, 250g