Zupa sandaczowa po kędzierzyńsku
Sandacz 50–70 cm z Odry, złowiony przy Kłodnicy, trafia do kociołka.

Rybacy z Kędzierzyna‑Koźla powtarzają proste zasady: wywar z głów i kręgosłupów, warzywa z włoszczyzny, koper i masło na końcu. Sandacz (Sander lucioperca) z Odry daje białe, zwarte mięso — dlatego najpierw gotuje się resztki, a filety dodaje tuż przed podaniem.
Podstawowy rytm to 40 minut na wolnym ogniu dla wywaru: jedna głowa i kręgosłup plus 300–500 g filetów na około 2 litry wody. Do tego marchew, pietruszka, seler, cebula, liść laurowy i ziele angielskie. Po przecedzeniu wywaru wrzuca się warzywa na delikatne gotowanie.
Technika i dodatki
Na patelni rozpuszcza się kawałek masła, szybko podsmaża pokrojone filety sandacza, lekko soląc i pieprząc. Filety trafiają do zupy na ostatnie minuty, razem z koprem — ma być klarowność, nie śmietana. Do stołu podaje się kromkę świeżego chleba żytniego lub małe kluski, które chłoną aromat Odry.
W wersji „na rybacko” dodaje się czasem odrobinę białego wina lub skórkę z cytryny, ale serce zupy leży w prostocie wywaru. Na brzegu stołu stoją talerze, chochla i zapach masła z koprem — rybacy nalewają pierwszą porcję, a nadodrzański wieczór robi resztę.
Polecamy: garnek emaliowany