Głowacica Sanu pod Leskiem
Głowacica Sanu pod Leskiem i karpacka opowieść

Pod Leskiem San potrafi wyglądać niepozornie: na powierzchni przesuwa się spokojna woda, a kilka metrów dalej nurt wciska się w kamienistą rynnę. W takich miejscach od lat krąży opowieść o głowacicy, nazywanej przez wędkarzy rybą królów. Jest duża, ostrożna i wybredna, lecz kiedy rusza do ataku, nie cofa się przed ciężką przynętą.
Rzeka, która pamięta dawne zarybienia
Głowacica pochodzi z dorzecza Dunaju. W Polsce najpierw zadomowiła się w Dunajcu, później trafiła między innymi do Popradu i Sanu. To właśnie karpacka rzeka w rejonie Leska, Postołowa i głębszych odcinków poniżej szybkich przelewów stała się jednym z miejsc, z którymi kojarzy się ten niezwykły drapieżnik.
San jest czysty, górski i pełen życia. W jego nurcie spotyka się pstrąga potokowego, lipienia, klenia, świnkę, brzanę i jelca, a głowacica wybiera stanowiska dające osłonę oraz łatwy dostęp do pokarmu. Najczęściej leży w głębokiej jamie, przy spokojniejszym klinie wody albo na skraju mocnego prądu. Wędkarz obławia wtedy dno powoli, bez gwałtownych ruchów.
Najbardziej charakterystyczny zestaw tworzą ciężkie wahadłówki, duże woblery i gumy prowadzone nisko. Przynęty mają zwykle od 10 do 18 centymetrów. Cięższa wahadłówka dobrze trzyma się nurtu Sanu, a wobler pozwala przeprowadzić przynętę tuż nad kamieniami. Potrzebny jest mocny sprzęt i pewne zacięcie, bo głowacica po braniu natychmiast szuka dna, korzeni oraz najbliższej przeszkody.
W opowieściach znad Sanu powracają świt, zmierzch i długie jesienne wieczory. Czerwiec, październik i listopad uchodzą za szczególny czas, choć stabilna temperatura górskiej wody sprzyja żerowaniu także zimą. Nad głęboką rynną zapada ciemność, wahadłówka znika w nurcie, a pod powierzchnią na moment pojawia się ciężki, miedziany bok głowacicy.
Polecamy: Duże woblery rzeczne