Flądra po kaszubsku z Helu
Flądra po kaszubsku z Helu

Na Półwyspie Helskim flądra od dawna była rybą codzienną: prostą, świeżą i sycącą po całym dniu spędzonym nad Zatoką Pucką. W nadmorskich rozmowach nazwą „flądra” obejmuje się najczęściej stornię, choć na talerzu może pojawić się także gładzica. Najlepiej smakuje wtedy, gdy nie przykrywa się jej ciężką panierką, lecz pozwala wybrzmieć masłu, koperkowi i delikatnemu mięsu płastugi.
Ryba, masło i młode ziemniaki
Do przygotowania potrzebne są dwie oczyszczone flądry, sól, pieprz, około pięćdziesięciu gramów masła, pęczek koperku, cytryna oraz młode ziemniaki. Ryby osusza się papierem, naciera solą i pieprzem, a następnie układa w naczynie żaroodporne posmarowane częścią masła. Na wierzchu lądują jego cienkie płatki i posiekany koperek. Kilka kropel cytryny wystarczy, by podkreślić smak, bez odbierania rybie morskiego charakteru.
Pieczenie odbywa się w temperaturze około 200 stopni Celsjusza i trwa zwykle piętnaście do dwudziestu minut, zależnie od wielkości tuszek. Flądra jest gotowa, gdy mięso łatwo oddziela się od ości, a brzegi lekko się rumienią. W tym samym czasie młode ziemniaki gotuje się w osolonej wodzie, najlepiej w całości, aby zachowały kremowy środek. Po odcedzeniu wystarczy dodać do nich odrobinę masła i świeży koperek.
Na Helskim brzegu taki obiad pasuje do późnego popołudnia: pieczona ryba trafia na talerz obok ziemniaków, a sos z masła, soku z cytryny i koperku spływa po jasnym mięsie. Dawniej opowiadano nawet o flądrze suszonej na węgliszku; współczesna wersja z pieca pozostaje równie nieskomplikowana. Za oknem Zatoka Pucka ciemnieje, na patelni stygnie ostatnia łyżka masła, a koperek pachnie jak brzeg Helu po deszczu.
Polecamy: Obieraczka do ziemniaków