Srebrna troć z Parsęty
Parsęta i rytm srebrnej troci

Parsęta ma 157 kilometrów i uchodzi do Bałtyku w Kołobrzegu. Dla rybaków z nadmorskich miejscowości jej najważniejszy odcinek zaczyna się poniżej Rościna, a kończy przy ujściu. Woda płynie tam bez wielu przeszkód, dlatego jesienią i zimą rzeka staje się drogą dla troci wędrownej oraz łososia. O świcie, między Karlinem a Kołobrzegiem, srebrna ryba trzyma się głębszych rynien i przykosowych prądów.
W kaszubskich opowieściach ręczna wędka do troci nie jest delikatnym sprzętem do spokojnego stawu. Ma długi, sprężysty blank, pewny uchwyt i pozwala długo prowadzić przynętę pod drugim brzegiem. Najczęściej wybierany kij mierzy od 2,7 do 3 metrów, a na szerokiej, nadmorskiej Parsęcie przydaje się jeszcze większy zasięg. Rybak stoi w mokrych trzewikach, z twarzą wystawioną na wiatr, i czyta nurt jak zapisany po kaszubsku list.
Wahadłówka, zimna woda i kuchenny finał
Do takiego łowienia pasują cięższe wahadłówki, woblerki oraz rippery o długości 15–20 centymetrów. Przynęta musi być widoczna w trąconej wodzie i stabilna w szybkim nurcie. Troć nie zawsze uderza gwałtownie; czasem najpierw tylko przytrzymuje metal, a dopiero po chwili odchodzi w głębinę. W Parsęcie można spotkać także pstrąga potokowego, lipienia, okonia i szczupaka, lecz to srebrny wędrowiec nadaje zimowym brzegom własny rytm.
Po wielu godzinach nad rzeką historia przenosi się do kuchni. Ryba trafiała na patelnię z masłem, cebulą i odrobiną majeranku, a obok pojawiały się ziemniaki oraz kiszony ogórek. Przy stole opowiadano o stanowiskach pod Karlinem, o trasie Wrzosowo–Mięchęcino i o tym jednym ciężkim przytrzymaniu, którego nie dało się zapomnieć. Na zewnątrz wiatr niósł zapach Bałtyku, a pod Kołobrzegiem nurt wciąż przesuwał srebro ku morzu.
Polecamy: ciężkie wahadłówki trociowe