Sandacz z koryta Odry na Jeziorze Dąbie
6,8 metra głębokości starego koryta Odry

Na Jeziorze Dąbie pod Szczecinem sandacz po zmroku nie rozpływa się po całym akwenie. Najczęściej wybiera konkretne załamania: krawędź starego koryta Odry, spadek dna przy torze wodnym albo rynnę, w której nurt omywa twardszy grunt. To miejsca, gdzie drobnica może bezpiecznie trzymać się płytszej wody, a drapieżnik ma blisko do głębszej kryjówki.
Dąbie jest płytkie jak na duże jezioro. Średnia głębokość wynosi około 2,5–3 metrów, lecz przy torze wodnym dno schodzi do 6,8 metra, a w kanałach i pojedynczych dołkach bywa jeszcze głębiej. Najlepsze przejścia zaczynają się tam, gdzie blat 3–4 metry nagle opada do 6–8 metrów. Właśnie na takiej granicy sandacz często rozpoczyna wieczorne polowanie.
Krótki opad i kontakt z dnem
Spinning warto rozpocząć wraz ze spadkiem światła. Drobna ryba podchodzi wtedy wyżej, a sandacz wychodzi z rynny na skraj płycizny. Skuteczna guma ma zwykle 7–12 centymetrów i pracuje na główce 7–18 gramów. Przy wietrze lub większej głębokości lepiej sprawdza się obciążenie 12–20 gramów. Prowadzenie pozostaje proste: krótki opad, jedno do trzech podbić i przerwa przy dnie.
Najważniejszy sygnał daje nie ekran echosondy, lecz praca przynęty. Na dobrym stanowisku guma wyraźnie stuka o twardy grunt, po czym wpada w krótkie zagłębienie. Warto obławiać także wejścia do głębszych rynien oraz uskoki przy torze wodnym, szczególnie tam, gdzie wieczorem zbiera się drobnica. Na szczecińskim Dąbiu pojedyncze dołki w kanałach potrafią skupiać ryby długo po zapadnięciu ciemności, gdy nad czarną wodą pracuje tylko cichy plusk przynęty.
Polecamy: Wędka spinningowa na drapieżniki